Sukces rozwoju turystyki w polskich kurortach to w dużej mierze sukces samych Polaków, ich oszczędności i deweloperów hotelowych czy apartamentowych. Niezależnie od negatywnych ocen zabudowy kurortów – w części przypadków słusznej – gdyby nie aktywność inwestycyjna nadal tkwilibyśmy w tandecie lat 90. Czy włodarze kurortów doceniają ten fenomen? Na razie milczą.
fot. Świnoujście, Creative Commons 4.0, Radosław Drożdżewski
Od 2010 roku kiedy założyłam portal InwestycjewKurortach.pl wnikliwie analizuję rozwój kurortów. Wiele osób kojarzy portal i mnie osobiście z projektami zabudowy deweloperskiej, choć niesłusznie. To, że na portalu ogromna część treści dotyczy nowej zabudowy wynika jedynie z tego, że przez lata poza budynkami apartamentowymi i hotelowymi niewiele się w polskich kurortach działo. Dopiero ostatnie lata to wyraźne przyspieszenie w innych inwestycjach: powstają nowe atrakcje dla turystów, kurorty remontują swoje deptaki, mola, powtają nowe muzea, a część miejscowości z monokulturowego charakteru wyłącznie turystycznego zmienia profil na bardziej biznesowy, gospodarczy czy militarny – to m.in. rozbudowa portów wojennych, realizacja portów handlowych czy budowa farm wiatrowych na Bałtyku i zaplecza serwisowego w kurortach. Takie zmiany przychodzą dziś m.in. Łeba, Ustka, Świnoujście, Darłowo.
W miarę możliwości czasowych na portalu staram się pokazywać też treści związane z historią, kulturą, tradycją i sztuką z kurortów, wątki etnografii czy mody, wydarzenia i architekturę. W dziale „Historie z kurortów” oraz „Inspiracje” przybliżamy to co wyjątkowe i ciekawe w polskich lub zagranicznych kurortach.
Brak wiedzy, niechęć czy polityczna poprawność?
Przez te ponad 15 lat kiedy zajmuję się analizą kurortów jako Polska przeszliśmy fazę od niskiej jakości bazy noclegowej i wyraźnego odstawania od zagranicznych kurortów, przez zachwyt nad nową zabudową i szał inwestycyjny na zakup nieruchomości w kurortach, po stabilizację rynku, a w wielu miejscach także wyraźną niechęć do nowych projektów. Niejednokrotnie słuszną, bo nadmiar nowych budynków oraz ich skala bywa często trudna lokalnie dla wszystkich.
Przesyt nowych hoteli i apartamentowców powoduje nie tylko zbyt wysoki poziom urbanizacji kurortów, ale jest też problemem dla wszystkich. Mieszkańcy mają dość deweloperów, lokalny system wodociągów czy kanalizacji zaczyna być niewydolny, a władze słuchając swoich wyborców też coraz mniej przychylnym okiem patrzą na nowe projekty. Lokalne społeczności są już wręcz oburzone, kiedy władze przywołują argument, że nowe inwestycje to nowe miejsca pracy, wpływy do budżetu i rozwój turystyki. Mieszkańcy mówią wprost: „przestańcie robić wszystko pod turystów, zadbajcie o nas”. Argumentują, że nowe nieruchomości to zyski płynące do kieszeni biznesu, często wcale nie lokalnego, i koszty które są uspołeczniane i spadają na gminę. W wielu miejscowościach podnoszenie cen wody i ścieków doszło do takiego punktu, w którym lokalny samorząd wie, że kolejnych podwyżek mieszkańcy już nie zaakceptują. A dla włodarzy to przecież głosy wyborcze, które zapewniają im stanowiska.
W końcu sami deweloperzy też mają większe trudności, by te nieruchomości sprzedać. Dziś do kupienia gotowych, wybudowanych apartamentów czy lokali w condohotelach są tysiące. Potencjalni nabywcy mają naprawdę duży kłopot na co się zdecydować.
Lokalne biznesy noclegowe stają się coraz mniej opłacalne biznesowo. I nie dotyczy to jedynie starych pensjonatów czy hoteli, które jakościowo nie odpowiadają dziś oczekiwaniom gości, a jest ich nadal w polskich kurortach zatrzęsienie. Ci, którzy poczuli wiatr zmian wyremontowali swoje obiekty i starają się nadążać za nowoczesnością w turystyce. Konkurencja zadziałała na nich mobilizująco. Problemy z dobrymi wynikami biznesowymi dotykają też nowe obiekty. Sezonowość polskiej turystyki, brak masowej turystyki zagranicznych gości, zły dojazd do wielu miejscowości i duża podaż nowych obiektów powodują, że biznes noclegowy w polskich kurortach nie jest już łatwym zarobkiem.
Nie wszystkie te inwestycje powstają jedynie po to, by właściciel nieruchomości zarabiał. Spora część kupowana jest jako second home – Polscy się bogacą jako społeczeństwo i stać nas na drugi dom, gonimy rozwinięte społeczeństwa jak choćby Skandynawów, gdzie własny domek na wybrzeżu jest popularną formą wypoczynku. Apartamenty wakacyjne to Rodzinne Ogrody Działkowe w wersji 2.0. Polacy chcą mieć swój second home nad Bałtykiem, w górach czy nad jeziorem, ta potrzeba się nie zmieni, będzie tylko rosnąć. W tym przypadku przesyt nowych miejsc noclegowych nie ma znaczenia, co najwyżej zbyt duża podaż nieruchomości może być problematyczna, kiedy właściciel będzie chciał ten lokal sprzedać za kilka, kilkanaście lat.
Etap zbyt silnego nasycenia nową zabudową wyraźnie odczuwalny jest już od lat w Szklarskiej Porębie, czy od niedawna w Świeradowie-Zdrój. Protesty przeciwko deweloperom słychać też wyraźnie w Łebie, Helu, Szczyrku, Świnoujściu, Zakopanem, Giżycku, Mikołajkach. Głosy sprzeciwu w zasadzie dotyczą każdego nowego projektu planowanego do budowy w każdym polskim kurorcie. Od lat słucham nie tylko oficjalnych stowarzyszeń, urzędów i instytucji, ale też czytam setki komentarzy ludzi w sieci. Krytyka wręcz wylewa się z tych wpisów.
Czy czarno-białe spojrzenie na nową zabudowę to dobry kierunek? Absolutnie nie! Skrajności nigdy nie są dobre. Raz jeszcze powtórzę – gdyby nie nowe inwestycje kurorty i polska turystyka nie rozwinęły by się. Trudno też stawiać znak równości pomiędzy małą miejscowością typu Rogowo, gdzie zameldowanych na pobyt stały jest 6 532 osób (stan na 31 grudnia 2024 r.), a w którym powstało w ostatnich latach ponad 1.500 lokali!, a Zakopanem, Kołobrzegiem czy Świnoujściem, które są po prostu dużymi miastami. Dla tych ostatnich odnośnikiem powinny być raczej duże zagraniczne kurorty jak szwajcarski Davos, francuski Chamonix-Mont-Blanc, hiszpańska Marbella i Alicante, brytyjski Brighton czy chorwacka Pula. Oczywiście poziom cen, liczba turystów zagranicznych w tamtych kurortach to lata świetlne przed nami, ale wraz z rosnącą turystyką, pozycją Polski i zmieniającym się klimatem w tym kierunku właśnie zmierzamy.
Odnośnikiem dla rozwoju kurortów nie może być PRL i hasło, że kiedyś było lepiej. Było inaczej, wszystkie kurorty czy to nad morzem, czy w górach, na całym świecie rozwijają się przez zabudowę, Polska nie będzie odludną, samotną wyspą, która może oprzeć się tym trendom. Ważne, by rozwój odbywał się w sposób mądry, zaplanowany i zrównoważony. Czasem będzie to oznaczać zielone światło dla nowych budynków, a czasem zatrzymanie tej zabudowy – tak dokładnie dzieje się od lat właśnie w Chamonix-Mont-Blanc, gdzie specjalnie nie idzie się już w stronę promocji, a radni odpowiadają stanowczym „non” na każdą próbę zbudowania dużego hotelu, nawet gdyby jakimś cudem śmiałemu deweloperowi udało się znaleźć działkę pod taką inwestycję. Więcej pisaliśmy o tym w 2023 roku.
Odpowiedzialny rozwój to rola lokalnych władz, radnych, społeczności. Kiedy słyszę narzekania, że w danej miejscowości powstaje zbyt wiele nowych budynków to zawsze mam ochotę skontrować to odpowiedzią, że przecież te grunty deweloperom sprzedają mieszkańcy miejscowości, a radni uchwalając plan zabudowy się na tę zabudowę zgodzili. Że może odpowiedzialności powinni szukać także wśród "swoich", a nie wystawić za każdym razem jako chłopca do bicia tego „obcego dewelopera z Warszawki”.
Stanowisko władz w kurortach bywa różne. Kiedy pojawiła się zapowiedź nowych regulacji zakazujących wydzielania lokali w condohotelach i budynkach zamieszkania zbiorowego (czyli większości apartamentowców wakacyjnych) poprosiłam 19 grudnia rano o komentarz aż 14 miejscowości (Karpacz, Wisła, Zakopane, Szklarska-Poręba, Świeradów-Zdrój, Muszyna, Kołobrzeg, Świnoujście, Mielno, Łeba, Jastarnia, Mikołajki, Giżycko oraz Żnin i Łochów – te 2 ostatnie trudno nazwać kurortem, ale ożyły głównie dzięki condohotelom jakie wybudowała na ich terenie grupa Arche). Chciałam wiedzieć, czy widzą tę zapowiedź która de facto zlikwiduje cały rynek inwestycyjny w kurortach jako szansę czy zagrożenie? Zwróciłam się do tych miejscowości, w których powstały i działają profesjonalne condohotele, zarządzane w duchu prawdziwego hotelarstwa oraz działające od lat apartamentowce.
Z tych 14 miejscowości odpowiedź dostałam od 1 kurortu – Muszyny. - Tymczasowość zakwaterowania powoduje, że najemcy nieszczególnie troszczą się o zachowanie elementarnych zasad współżycia społecznego (dbanie o porządek, przestrzeganie ciszy nocnej) – napisał krótko Jan Golba, burmistrz Muszyny i jednocześnie prezes Stowarzyszenia Gmin Uzdrowiskowych RP.
Aktualizacja 15.01.2026 r., dodany ten akapit: Szerszy komentarz popierający proponowane zmiany burmiastrz
przekazał redakcji „Dziennik Gazeta Prawna”: – W miejscowościach uzdrowiskowych powstaje wiele obiektów zamieszkania zbiorowego, ale praktycznie nie ma nad nimi żadnej kontroli. Na pierwszy rzut oka wygląda to korzystnie – gmina zyskuje turystów – ale w rzeczywistości generuje ogromne koszty i prowadzi do degradacji miejscowości. Apartamentowce są atrakcyjne dla turystów, bo płacą mniej, ale dla gminy i całego rynku turystycznego stwarzają poważne problemy – mówi Jan Golba.
To zupełnie pod prąd temu co właśnie w Muszynie lada moment się otworzy, czyli condohotelowi jaki kończy tam realizować grupa Arche. A sam prezes Arche wyraźnie skrytykował pomysł zakazu wydzielania lokali. - Wywoła to lawinę negatywnych skutków społecznych i gospodarczych, a także wyhamuje wzrost PKB z turystyki, rewitalizację cennych obiektów historycznych oraz zrównoważony rozwój lokalnych społeczności. To bardzo zły pomysł, który jak sądzę, na celu miał zupełnie inne intencje – ocenia Władysław Grochowski szef Arche.
Jego szerszy komentarz zamieściliśmy tutaj.
Co więcej trudno zrozumieć jaką opinię o nowych inwestycjach i inwestowaniu przez Polaków w takie nieruchomości ma burmistrz Muszyny patrząc na jego stanowisko nawet w temacie inwestycji Arche. Latem 2023 r. cieszył się, że Arche rozpoczęło budowę condohotelu Metalowiec Muszyna. - Uff. Ruszyło. Nabieramy rozwojowego tempa. Po zbudowaniu ciekawej i różnorodnej infrastruktury publicznej, która przyciągnęła mnóstwo turystów, kwestią czasu było iż Muszyna stanie się wkrótce przedmiotem zainteresowania bogatych inwestorów. Po informacji o podpisaniu umowy na wybór inwestora strategicznego do budowy Rodzinnego Kompleksu Rekreacji Zimowej i Letniej Muszyna-Szczawnik-Wierchomla, przyszedł czas na kolejną dobrą informację dla mieszkańców g. Muszyna i dla turystów. Otóż firma Arche informuje, że uzyskała pozwolenie budowlane na modernizację i rozbudowę byłego sanatorium Metalowiec z przeznaczeniem na hotel. Z niecierpliwością będziemy śledzić postęp prac – pisał na swoim profilu na Facebooku.
Co ciekawe, Metalowiec Muszyna, to w zasadzie jedyny nowy budynek jaki w ostatnich latach powstał w kurorcie. Miejscowość nie jest jak inne zalana falą nowej zabudowy, więc trudno mówić akurat w tym przypadku by deweloperzy w jakikolwiek sposób negatywnie wpłynęli na kurort czy lokalny biznes noclegowy.
Wyraźniej trend niechęci zrozumieć można w przypadku Świnoujścia, które w zasadzie było wraz z Kołobrzegiem pierwszym kurortem, który odnotował tę deweloperską falę. To tu zaczęły już w latach 2005-2008 powstawać nowe apartamentowce i hotele. Obecna prezydent miasta Joanna Agatowska już do wyborów samorządowych w 2024 roku szła z hasłem: stop betonozie. „Świnoujście należy do mieszkańców” – to było oficjalne hasło oraz przesłanie w kampanii i pani prezydent konsekwentnie je realizuje. – Musimy te wybory wygrać wspólnie, ponieważ realnym zagrożeniem dla Świnoujścia są agresywne szczecińskie i warszawskie grupy kapitałowe, głównie deweloperskie, które niestety mają wsparcie wśród części obecnych radnych. I stoją za plecami części moich obecnych kontrkandydatów w wyścigu prezydenckim. Jeżeli chcemy, aby apartamentowce inwestycyjnie nie wyparły resztek zieleni wokół Parku Zdrojowego, aby w miejscu starej pływalni nie stanął wielki wieżowiec, a Świnoujście nie stało się wielkim betonowym parkiem rozrywki obsługiwanym przez mieszkańców, musimy ich powstrzymać idąc na wybory – mówiła Joanna Agatowska, w marcu 2024 r. w
wywiadzie dla lokalnego miesięcznika „Wspólne Wyspy”.
Wielokrotnie publicznie krytykowała działania związane z inwestycjami prowadzone przez poprzedniego prezydenta Świnoujścia Janusza Żmurkiewicza. - Koniec wizji apartamentów. Basen Północny pozostanie dla mieszkańców. Rozpoczynamy wieloetapowy proces rewaloryzacji tego unikalnego kompleksu – informowała w listopadzie 2025 r. prezydent.
Napięcie na linii deweloper – miasto – mieszkańcy od dawna toczy się też w Świerdowie-Zdrój. I to ostro. Tu też obecne władze odwołują się do działań poprzedników z ekipy przed wyborami samorządowymi 2024 r.
W lutym 2025 r. pani burmistrz Edyta Wilczacka apalowała do mieszkańców i radnych w temacie spółki Green Mountain Investments i planowanej przez nią inwestycji pod marką Radisson Resort. - W ostatnim czasie w przestrzeni publicznej pojawiły się nieprawdziwe informacje na temat głosowania radnych dotyczącego porozumienia, zawartego między ówczesnym burmistrzem Rolandem Marciniakiem, a spółką Green Mountain Investments – dalej GMI, które wprowadzają w błąd wielu z Państwa. (…) Pojawiła się informacja, która nie ma oparcia w treści zawartego zobowiązania, a mianowicie, że Miasto Świeradów-Zdrój nie poniesie żadnych kosztów w związku z zawartym porozumieniem i że budowa sieci wodno-kanalizacyjnej odbędzie się bez obciążenia budżetu miasta. Jest to kłamstwo. (…) W przedmiotowym porozumieniu nie ma ani słowa o rozliczeniu barterowym w wodzie między stronami. W trakcie rozmów z GMI (dwóch online i jednej stacjonarnej) uzyskałam informację, że Spółka mogłaby przyjąć zapłatę w postaci dostaw wody, ale wyłącznie w przypadku gdy Spółka GMI będzie realizować to zadanie. Nieprawdą jest, że Miasto za ten odcinek sieci zapłaci zero złotych, ponieważ zapłaci dokładnie tyle samo. Czy to budując sieć, czy w dostawie wody. Ta forma rozliczenia "w wodzie" dla miasta, które z uwagi na zaniedbania w zakresie rozbudowy i modernizacji sieci wodno-kanalizacyjnej, a w konsekwencji zmagające się z permanentnymi awariami w dostawach wody, jest wariantem niekorzystnym" - pisała na swoim profilu pani burmistrz.
I jak przypomina: "Należy pamiętać, że w naszym mieście woda jest towarem o strategicznym znaczeniu. Niekorzystne porozumienie zostało zawarte 10 kwietnia 2024 r. (po pierwszej turze wyborów) przez poprzedniego Burmistrza Miasta Świeradów-Zdrój Rolanda Marciniaka i bez wymaganej akceptacji przez Skarbnika Miasta – pisała na swoim profilu Facebook Edyta Wilczacka, budmistrz miasta Świeradów-Zdrój, dodając: ” Drodzy Państwo, nasze hasło „Teraz Mieszkańcy” pozostaje aktualne. Teraz musimy zmierzyć się z konsekwencjami porozumienia, choć nie była to nasza inicjatywa. Jednocześnie mierzymy się z wieloletnimi zaniedbaniami w zakresie infrastruktury drogowej oraz wodno-kanalizacyjnej.”
A w sierpniu 2025 r. burmistrz wyjaśniała mieszkańcom kolejne problemy, tym razem z siecią wodną do inwestycji Infinity. - Na ostatniej Sesji Radni nie wyrazili zgody na budowę sieci, która spowodowałaby wygaśnięcie porozumienia z firmą Infinity. Nie ja podpisałam porozumienie, ale to ja muszę ponosić za niego odpowiedzialność – w imieniu całej gminy. (…) Mamy dwie drogi: albo pozwalamy Infinity zrealizować porozumienie – w którym nie ma podanej żadnej kwoty, więc możemy zapłacić każdą, nawet bardzo wysoką sumę. Ryzykujemy naszym wspólnym budżetem – państwa pieniędzmi. Albo to my budujemy sieć kanalizacyjną sami – po przejrzystym, jawnym przetargu, z jasno znaną ceną, na naszych warunkach. Wtedy porozumienie wygasa i nie generuje żadnych zobowiązań wobec Infinity. Radni, którzy się na to nie zgadzają, proponują, żeby pójść do sądu – ale prawnicy jasno wskazali, że nie mamy gwarancji wygranej. W przypadku przegranej Gmina może zostać zmuszona do zapłacenia odszkodowania – apelowała burmistrz.
Podkreślając jeszcze jeden aspekt: „Członkowie Stowarzyszenia Flins rozprzestrzeniają w Internecie informacje, jakobym „okradała” Gminę i Mieszkańców. To nieprawda. To krzywdzące. To sianie niepotrzebnego strachu i chaosu. Mamy gotowe i bezpieczne rozwiązanie - takie samo, jakie sprawdziło się już przy inwestycji Radissona. A mimo to ktoś próbuje siać zamęt, byle tylko uderzyć we mnie i moich współpracowników” – komentowała burmistrz.
To napięcie wokół niejasnego procesu planowania i budowy nowych inwestycji trwa w kurorcie od lat, nie dziwi więc fakt, że są przeciwnicy. Bartosz Kijewski, prezes zarządu Stowarzyszenia na rzecz zrównoważonego rozwoju Gór Izerskich Flins, radny miasta Świeradów-Zdrój poprzedniej i aktualnej kadencji, przewodnik sudecki i miłośnik regionalnej kultury w komentarzu dla naszej redakcji mówi wprost: - Uważamy, że zalanie miejscowości turystycznych apartamentami inwestycyjnymi czy inwestycjami hotelowymi w systemie condo popsuło rynek usług hotelowych i przeniosło znaczną znaczącą część zysków z turystyki z prowincji, która dzięki turystyce miała się rozwijać, na rzecz wielkich aglomeracji. (…) Liczba turystów rośnie, koszty utrzymania gminy rosną, ale korzyść gminy z każdego odwiedzającego spada. Tworzy się układ kolonialny, gdzie koszty wysokiego ruchu turystycznego, konieczności rozbudowy infrastruktury spadają na lokalne społeczności, choć zyski tylko częściowo zostają na miejscu”.
Całość komentarza można przeczytać tutaj.
W całej tej napiętej sytuacji i atmosferze wrogości, wzajemnych oskarżeń, bardzo dynamicznych zmian jakie przechodzą i nadal będą przechodzić polskie kurorty tym bardziej dziwi fakt, że władze kurortów nie są w stanie wyrazić swojego stanowiska publicznie i odnieść się do planowanych przez ministerstwo rozwoju zmian w prawie. Osobiście uważam, że wynika to z braku wiedzy jak od środka wygląda działanie deweloperów, hotelarzy i skąd bierze się w polskich inwestorach indywidualnych chęć kupowania nieruchomości w kurortach. Tyle, że urzędnicy tej wiedzy wcale nie chcą posiąść, nie korzystają ani ze wsparcia ekspertów, ani nie są otwarci na dialog i spotkania z biznesem. Ba! większość miejscowości turystycznych nie ma żadnych strategii rozwoju, nie ma planu i pomysłu czym chcą być za 5-10 lat. Sprawy lokalne rozpatrywane są w perspektywie jednej kadencji wyborczej.
Dla mniejszych miejscowości, podupadłych od czasów PRL, wskoczenie poprzez nową zabudowę do grona „G20” polskich kurortów jest szokiem, a lokalni politycy nadal tkwią w myśleniu perspektywą prowincji. Tymczasem biznes jest już na progu - jak w tytule słynnej książki „Barbarzyńcy u bram” (ang. Barbarians at the Gate) autorstwa Bryana Burrougha i Johna Helyara wydanej w 1989 r. w USA, do dziś uznawanej za najważniejszą lekturę o kulisach wielkiego biznesu – niezależnie czy to się lokalnym politykom i mieszkańcom podoba. I tylko od nich zależy czy ten biznes będzie faktycznie barbarzyńcą, czy przełoży się na lepsze życie mieszkańców i prosperity kurortu. Ikony i symbole rodzą się czasem z trudności, ale i odwagi. Tak właśnie narodziło się w latach 80’ dzisiejsze Miami.
Działania wieloletniego burmistrza miasta - Maurice Ferre’go wskazują odwagę w myśleniu jaką mogą się inspirować polskie kurorty.
Pod prąd. Zapraszamy inwestorów do budowy polskiej wersji Golden Mile
Nie wszystkie władze lokalne są jednak przeciwne nowej zabudowie czy biznesowi. Kołobrzeg i Zakopane to przykłady kurortów które rozumieją potrzebę balansu. Słuchają głosu mieszkańców, promują lokalność i tradycje, ale nie zamykają się na dialog z biznesem i konieczność rozwoju. To fantastyczne przykłady nowoczesnego marketingu miejscowości turystycznych, promowania lokalności tak pożądanej dziś przez turystów – Zakopane mocno wspiera działania związane z zachowaniem dziedzictwa kulturowego i tradycji Podhala, Kołobrzeg co roku organizuje nagrody i galę
„Najlepsze Kołobrzeskie” promując lokalność. To zaledwie kropla w morzu działań, które dzieją się w tych dwóch miejscowościach.
Najbardziej jednoznaczne stanowisko przychylne nowym hotelom i apartamentowcom ma od lat burmistrz nadmorskiego Darłowa Arkadiusz Klimowicz. Już dawno wymyślił, że kurort będzie polską wersją hiszpańskiej Golden Mile w Marbelli (4-kilometrowy pas wzdłuż wybrzeża Costa del Sol, łączący centrum miasta z luksusowym portem Puerto Banús), promuje hasztag #ZłotaMila oraz #BursztynoweWybrzeże, zapowiada kilkadziesiąt nowych inwestycji.
W 2021 r. parafrazował w swoim poście słowa piosenki: „Tu na razie jest ściernisko ale będzie San Francisco”. Informując, że w ciągu 10 - 15 lat Darłówko Wschodnie jak i Zachodnie (nadmorskie dzielnice miasta Darłowa) zmieni się nie do poznania. Powstanie ok. 40 nowoczesnych hoteli, resortów, kompleksów apartamentowych, liczba turystów zwiększyć się ma o 10 tys.
Kilkanaście razy w roku promuje na swoim profilu na Facebooku nowe inwestycje będące w planach lub budowie, pokazując nie tylko zdjęcia z aktualnego stanu budowy, ale wręcz foldery reklamowe deweloperów.
2023 r. - przykładowy wpis.
2024 r. - kolejny post z pokazaniem folderów reklamowych planowanej od lat inwestycji typu condohotel.
- Nowe inwestycje turystyczne to lepsze dochody mieszkańców. Marina Royale Darłowo po ukończeniu przyciągnie latem nawet 1000 NOWYCH, bogatych turystów gotowych zapłacić duże pieniądze za widok na morze. A potem pójdą na gofry, lody, pizzę, rybę i piwo i dadzą zarobić nam „lokalsom” - pisał burmiastrz Klimowicz
Złota Mila w połączeniu z nowoczesną zabudową hotelowo-apartamentową nieustatnie promuje wizję rozwoju Darłowa wzdłuż plaży. W komunikacji burmistrz nawiązuje do zabudowy nie tylko wybrzeża Hiszpanii, ale i Nowego Jorku.
"Miasto Darłowo zaprasza INWESTORÓW" - zaczyna 2026 rok Arkadiusz Klimowicz. W połowie 2025 r. miasto Darłowo ogłosiło przetarg na sprzedaż aż 5 działek z przeznaczeniem pod zabudowę hotelowo-apartamentową.
Która droga dla każdego z kurortów jest słuszna odpowiedzieć muszą sobie mieszkańcy i władze. Warto by mieli jednak świadomość, że zakaz wydzielania lokali w praktyce zawsze będzie oznaczał załamanie możliwości inwestowania przez Polaków w polskich kurortach. I jak słusznie zauważa
Michał Kubicki, przewodniczący Komitetu ds. Nieruchomości, Krajowa Izba Gospodarcza: Proponowana zmiana, może więc ograniczyć niektóre segmenty rynku nowych nieruchomości turystycznych niemal do zera.
Czy na pewno budowa nowych inwestycji przekłada się na sukces polskiej turystyki. Wiele osób rodzimym ekeprtom czy hotelarzom nie chce wierzyć, a słowa deweloperów zazwyczaj kwitowane są stwierdzeniem: "im chodzi tylko o zysk". Warto jednak spojrzeć na to jak rozwój naszej turystyki postrzegają sąsiedzi.
Niemiecki regionalny dziennik „Ostseezeitung” (pol. Gazeta Bałtycka) zajmujący się od lat tematyką z regionu nadmorskiego niemieckiej Meklemburgi-Pomorza Przedniego (niem. Mecklenburg-Vorpommern) już od 2023 roku pisze o boomie inwestycyjnym w polskich kurortach, zestawiając to ze stagnacją wschodniego wybrzeża Niemiec.
W lipcu 2023 r. dziennik pisał: „Sukces Polski w turystyce” przywołując słowa Jörgen Boße, eksperta turystyki i przez blisko 3 dekady szefa kolei UBB (Usedomer Bäderbahn / Kolej Wyspy Uznam – spółki należącej do Deutsche Bahn, której pociagi jeżdżą też do Świnoujścia), który zauważał, że niemiecka część wyspy Uznam, na której leży też Świnoujście musi dużo zainwestować, ponieważ coraz większa liczba niemieckich turystów wyjeżdża do Polski, podczas gdy niemiecki wybrzeże na wyspie Uznam nie rozwija się turystycznie, a liczba gości nie rośnie.
Screen fragmentu publikacja z lipca 2023 r. zamieszonej na łamach regionalnego dziennika „Ostseezeitung, tłumaczenie automatyczne strony, całość do sprawdzenia tutaj
Przypominając, że niemieckie wybrzeże już w latach 90. borykało się właśnie z takim problemem. Po upadku Muru Berlińskiego w 1989 r. mieszkańcy NRD uzyskali swobodę podróżowania i zamiast wypoczywać u siebie nad Bałtykiem, masowo wybierali kierunki zagraniczne (np. Hiszpania, Francja). A jeśli już zostawali na wypoczynek w kraju, to wybierali wybrzeże w zachodnich landach, gdyż baza noclegów i atrakcji z czasów NRD na wschodnim wybrzeżu była niskiej jakości. W efekcie liczba noclegów w niemieckiej części Uznamu drastycznie spadła, w 1991 r. nocowało tu mniej niż 3 mln gości.
W 2025 r. temat powrócił. 11 grudnia 2025 r. Lars Schwarz, prezes Niemieckiego Związku Hotelarzy i Restauratorów (Dehoga), apelował na łamach dziennika o publiczne programy, które miałby pomóc w renowacji hoteli i modernizacji infrastruktury publicznej. „Podczas gdy w Polsce powstają wieżowce, hotel na 3 000 miejsc noclegowych i nowe autostrady, Meklemburgia-Pomorze Przednie wciąż poszukuje rozwiązań” –
pisał dziennik.
Screen fragmentu publikacja z grudnia 2025 r. zamieszonej na łamach regionalnego dziennika „Ostseezeitung, tłumaczenie automatyczne strony, całość do sprawdnia tutaj
Opracowanie: tekst autorski Marlena Kosiura, proszę nie kradnij treści, chcesz użyć fragmentu, nie ma problemu podaj autora i źródło