Politycy, zarówno koalicji rządzącej jak i opozycji, o niektórych poprawkach, które powinny znaleźć się w ustawie o najmie krótkoterminowym mówią spójnym głosem. Chcą uszczegółowienia kwestii przepisów przeciwpożarowych, dokładnego przyjrzenia się głosowaniu we wspólnotach oraz spółdzielniach nad zakazem wynajmu mieszkań na doby oraz przyspieszenia przepisów.
Wprowadzenia możliwości ustanawiania tzw. stref bez Airbnb domagają się głównie duże miasta (Kraków, warszawa, Wrocław), ale i dwa kurorty: Sopot i Zakopane
Już na etapie pierwszego czytania rządowego projektu ustawy o najmie krótkoterminowym pojawiły się głosy posłów z wszystkich opcji politycznych wskazujące co należy w projekcie zmienić lub uszczegółowić.
Wspólnoty, spółdzielnie, gminy – zakazy, ale kiedy?
W rządowej autopoprawce znalazła się możliwość zakazania przez wspólnotę bloku lub spółdzielnię mieszkaniową wynajmu krótkoterminowego. Zgłoszone 2 września 2026 r. w Sejmie uwagi posłów dotyczyły głównie sposobu przeprowadzania głosowania nad takim zakazem.
Zgodnie z zapisami autopoprawki
(tutaj można przeczytać cały rządowy dokument z autopoprawką) w przypadku spółdzielni mieszkaniowej (decyzję tu podejmować ma walne zgromadzenie członków spółdzielni, czyli de facto właściciele mieszkań) oraz wspólnoty „mogą podjąć uchwałę zakazującą świadczenia usług hotelarskich (…) w obrębie nieruchomości lub jej części”. Uchwała walnego zgromadzenia spółdzielni mieszkaniowej, podejmowana miałaby być większością głosów ponad 50% liczby uprawnionych do głosowania. Taki uchwalony zakaz wchodziłby w życie po 6 miesiącach od podjęcia uchwały. W przypadku wspólnot zakaz miałby być uchwalany dokładnie tak samo jak są podejmowane inne uchwały w ramach wspólnoty mieszkaniowej.
Łukasz Kmita (klub Rozwój Plus) ocenił, że przepis wymagający aż 50% członków na walnym zgromadzeniu w spółdzielni w praktyce będzie martwy, ponieważ członkowie spółdzielni bardzo niechętnie przychodzą na spotkania walnego zgromadzenia. - Trzeba to przemyśleć raz jeszcze – mówił poseł Kmita z opozycji. Dokładnie to samo podkreślał poseł z koalicji, Sławomir Nitras. - Zapis mówiący o 50% członków spółdzielni będzie zapisem martwym, lepiej byłoby zostawić przepisy ogólne. Równie dobrze w imieniu spółdzielni mógłby to też robić zarząd spółdzielni – mówił poseł Nitras. Tak samo oceniła propozycję przepisów Anna Krupka (PiS).
Piotr Borys, wiceminister sportu i turystyki odpowiadając na te uwagi pytania obiecał, że kwestie głosowań w spółdzielniach i wspólnotach będą w takim razie omawiane jeszcze bardziej szczegółowo w czasie prac nad ustawą w komisjach.
Zarówno Sławomir Nitras, jak i Anna Krupka zgodnie zauważyli też, że wejście w życie przepisów dot. możliwości ustanawiania praw gmin, by decydowały czy i gdzie można wynajmować mieszkania na doby, dopiero od 1 stycznia 2028 r. jest zbyt długim okresem oczekiwania, szczególnie, że dodatkowo od podjęcia uchwały przez radę gminy, okres przejściowy kiedy zakaz mimo uchwalenia nie będzie jeszcze obowiązywał wynosi dodatkowe 6 miesięcy. – Realnie to prawie 2,5 roku. Lepiej byłoby gdyby nowe regulacje weszły w połowie 2027 r. – mówił Sławomir Nitras.
Kara 50 tys. zł to może za dużo?
Niezależnie od partii politycznej posłowie zgodzili się też, że proponowane przepisy nie różnicują obowiązków i kar w zależności od wielkości prowadzenia takiej działalności hotelowej. Wskazywali, że inne powinny być obostrzenia dla dużych firm operujących mieszkaniami turystycznymi, a inne dla osób które mają 1-2 takie mieszkania i de facto są mikroprzedsiębiorcą. – Kara 50 tys. zł? Trzeba się w dalszych pracach zastanowić nad proporcjonalnością, czy duży podmiot ma mieć takie same kary jak mali przedsiębiorcy – mówił poseł PiS Andrzej Gawron.
To samo podkreślił Witold Tumanowicz (Konfederacja) oraz poseł Lida Czechak (PiS). Posłanka PiS podkreśliła jednocześnie, że proporcjonalne podejście jest też ważne z uwagi na fakt, że przepisy mają dotyczyć nie tylko wielkich firm, ale też prywatnych osób, które wynajmują swoje mieszkania turystom okresowo. Za prywatnymi osobami, które działają w mikro skali ujęła się też poseł Danuta Jazłowiecka (KO).
Wiceminister Piotr Borys wyjaśniał, że proponowane zapisy wyraźnie mówią o każe „do 50 tys. zł”, może więc ona być mniejsza, niekoniecznie od razu maksymalna. A że tak wysoka kwota wynika z chęci odstraszenia tych, którzy chcieliby nadal lokale wynajmować poza obowiązkową rejestracją, działając w szarej strefie.
Opłata za rejestrację lokalu w gminnym spisie
Zgodnie z założeniami ustawy obowiązkowa rejestracja mieszkania w gminnym spisie innych miejsc noclegowych, wymagana już nie tylko przez obowiązujące już dziś polskie prawo, ale też rozporządzenie unijne które weszło w życie w maju 2026 r., kosztować ma 40 zł. Bez wpisu do takiego rejestru i numeru rejestracji który uzyska mieszkanie nie będzie mogło pojawić się serwisach ogłoszeniowych typu Booking czy Airbnb. Platformy rezerwacyjne mają być przez państwowe instytucje kontrolowane, a w przypadku gdy opublikowane ogłoszenie nie ma krajowego numeru rejestracyjnego platforma też ma dostawać karę od UE. Rejestracja będzie więc absolutnie konieczna by móc ogłaszać się w serwisach.
Poseł Witold Tumanowicz (Konfederacja) zauważył, że skoro państwo wymaga rejestracji to nie powinno się za to płacić. Ale wiceminister Piotr Borys wyjaśniał, że opłata pojawiła się na wniosek samorządów i wynika z faktu, że lokalne urzędy będą mieć więcej pracy po wejściu w życie nowych przepisów.
Więcej o całej debacie 2 września 2026 r. w Sejmie w czasie pierwszego czytania rządowego projektu o najmie krótkoterminiwym oraz stanowiska poszczególnych klubów i kół poselksich
opisaliśmy szczegółowo tutaj.
Opracowanie: tekst autorski redakcji, pisany przez człowieka, nie AI